Miasto romantyków?

Ta wystawa jest kobietą.

Mam wrażenie, że wraz z przekroczeniem progu ekspozycji czyjaś delikatna, drobna dłoń bierze nas za rękę, prowadzi i objaśnia świat. Co prawda czyni to słowami dziadka dwóch czeszących go wnuczek, ale nie dajmy się zwieść;).

Dziadek czyli Bernhard Sturmhöfel  otwiera wystawę i właściwie też ją kończy, bo zwiedzając zataczamy krąg. To on jest przewodnikiem dla dzieci, informując, ale także zadając pytania pomaga im zrozumieć przedstawiony świat. On, a może nie on, prowadzi przez wystawę także jej nieco starszych gości; zwiedzający krok po kroku zapoznają się z cechami malarstwa romantycznego. Obrazy eksponowane są według wzoru tematycznego, mamy więc przykładowo miasto mieszczan, miasto biedoty, miasto podróżników – stopniowo toposy malarstwa romantycznego stają nam się coraz bliższe.

Przejdźmy się więc po ekspozycji i przypatrzmy paru obrazom.

Zacznę wcale nie od początku i na dodatek od wieszcza:

„Co się tycze malarstwa: do obrazu trzeba
Punktów widzenia, grupy, ansemblu i nieba,
Nieba włoskiego! stąd też w kunszcie peizażów,
Włochy były, są, będą, ojczyzną malarzów.”

Do Italii wzdycha egzaltowany kosmopolita czyli  Hrabia z „Pana Tadeusza”. Lazur nieba, oślepiające słońce, rajskość przedstawionych krajobrazów w sekcji poświęconej podróżom sprawiły, że natychmiast o nim pomyślałam. Niewiele jest tych  włoskich z tematów obrazów w galerii, ale mocno się wyróżniają, przede wszystkim doborem i intensywnością barw.

Dla wielu zapewne niespodzianką będzie odnalezienie w tym dziale obrazu autorstwa Johanna Carla Schultza. Jego „Widok Zatoki Neapolitańskiej z Wezuwiuszem” zaskakuje odważną kolorystyką, raczej nieznaną miłośnikom miedziorytów tego artysty, obrazujących Gdansk i jego budowle. Na szczęście zaraz na następnej ścianie jest już bardziej swojsko, gdyż jesteśmy w następnej sekcji, czyli w mieście legendy. Mamy więc dobrze nam znanego perfekcyjnego Schultza z widokiem z Wyspy Spichrzów na Długie Pobrzeże.

I zaraz obok Wojciech Gerson z podobną perspektywą. No właśnie: podobną. Coś jednak się nie zgadza. Dziwnie blisko z Mariackiej do Żurawia, za nim jakiś zakręt. Artysta jest rzeczywistości trochę wierny, a trochę niewierny. Gdańsk został poprawiony, parę domów wraz z bramą zniknęło, bo tak według koncepcji malarza było lepiej? ładniej? romantyczniej? I tak oto czerpiący wiedzę na temat wyglądu miasta, jego nieistniejących budowli z dzieł sztuki, mogą wpaść w pułapkę zastawioną przez malarzy..

W kontekście tego obrazu nieco zabawna wydaje się informacja określająca Wojciecha Gersona jako przedstawiciela realizmu, z czym się bezdyskusyjnie zgodzę, jeśli mówimy o stylu malarskim, a nie o wiernym odwzorowaniu rzeczywistości.

Dalej robi się naprawdę romantycznie, docieramy bowiem do sekcji miasta  pokory i zachwytu.

Tu koniecznie zwróćcie uwagę na dwóch malarzy, na dwa odmienne podejścia do żywiołu wodnego. Pierwszy jest bardzo typowy; są rozpętane morskie fale, człowiek na statku, statek targany przez wiatry, skały, można się roztrzaskać, śmierć zagląda w oczy i do tego oczywiście posępna ciemność. Eduard Dettloff stworzył iście romantyczny rozszalały świat morskich niebezpieczeństw.

Lecz jednak to nie on podbił me serce przedstawieniem tryumfu natury. Drugi malarz w tej sekcji, Carl Scherres skomponował nastrojowy, nieco niepokojący pejzaż, gdzie złowrogi i niszczycielski element jest zaprezentowany w zgoła odmienny sposób; całkowicie statycznie, bez wznieconych fal, szalejących burz i roztrzaskujących niebo piorunów. Krajobraz Żuław urzeka podstępnym spokojem. Domy, wiatraki, drzewa – wszystko ginie powoli lecz nieodwracalnie w rozlewisku. Gdybym miała wskazać na wystawie najbardziej romantyczny z ducha obraz, to byłby to on. Warto zapamiętać nazwisko autora, więc je powtórzę: Carl Scherres. Mało tego: dodam, że oczekuję wystawy monograficznej jego dzieł i wiem, że nie jestem w tym życzeniu osamotniona.

Tak więc romantyczniej według mnie już nie będzie, co nie znaczy, że nie będzie pięknie czy interesująco. Następna sekcja prezentuje zabytki miasta. Pasjonaci Gdańska będą ukontentowani. Michael Carl Gregorovius jest autorem świetnego widoku Długiego Targu. Nieco intryguje mnie ten obraz, wszystko na nim jest odwzorowane z fotograficzną dokładnością, jedynie Neptun i figura króla na hełmie ratusza są o wiele grubsze, niż w rzeczywistości. Co ciekawe, na innym obrazie tego autora obu figurom nie można nic zarzucić. 

Hmm…

Nie mogę nie wspomnieć wnętrza Dwora Artusa Domenico Quaglio. To jest obraz zapadający w pamięć. Przedstawienie sklepienia jest wyjątkowego kunsztu, ono jest jak niebo gwiaździste wykonane z alabastru. To właśnie sklepienie, a nie wyposażenie dworu czy też znajdujący się w nim ludzie stanowi kompozycyjną dominantę obrazu. Warto jednak przyjrzeć się postaciom oraz licznym zwierzętom. Czy się mylę dostrzegając grupę zwiedzających wraz z przewodnikiem? A czy ci dwaj posiadacze obfitych bród w wysokich kapeluszach nie są przypadkiem starozakonni? Finezyjne przedstawienie jednego z najpiękniejszych gdańskich wnętrz.

Zanim opuścicie tę sekcję, poszukajcie jeszcze na innym obrazie zaczarowanej dorożki; od razu informuję: wzrok bardzo trzeba wytężyć;) Warto poczytać zamieszczone informacje, są istotną wskazówką.

Na sam koniec zostawiłam obraz, który ze względu na swoje umiejscowienie na wstawie powinien być pierwszym z omówionych. Nie chciałam jednak zacząć od wysokiego c, czyli od dzieła, które mnie najmocniej zafrapowało.

To dzieło to „Modlitwa” Hansa Laansera, malarza absolutnie w Gdańsku zapomnianego,  w Gedanopedii nie ma najmniejszej wzmianki o nim; trochę lepiej jest w Wikipedii. Z krótkiej notatki biograficznej wynika, że malarz urodził się wprawdzie w Gdańsku, ale w wieku szesnastu lat go opuścił, aby rozpocząć studia w Düsseldorfie oraz Monachium, gdzie zresztą osiadł na dłuższy czas. Czy wracał do Gdańska? Nie wiemy tego, wiemy natomiast, że namalował parę  obrazów z Gdańskiem w tle (choćby „Statki na Motławie”), więc myślę, że jednak powrót czy może nawet powroty mu się zdarzały.

Zastanawia mnie to przedstawienie dwojga starszych ludzi w kościele. Kim są, co ich łączy, co ich dzieli?  Siedzą razem w jednej ławce, ona zdaje się być starsza od niego, przypuszczalnie są małżeństwem. Ona mrużąc oczy usiłuje coś przeczytać z modlitewnika. On patrzy gdzieś w kościelną przestrzeń, o czymś rozmyśla albo i nie. W co lub w kogo wpatrują się jego wyblakłe oczy? Odpowiedzi na jakie pytanie szuka? A może wcale nie pyta, może rozważa jakieś kwestie?

Nie widzę w tej scenie modlitwy, to raczej uchwycony przez malarza czas przed rozpoczęciem nabożeństwa albo może po nim.

Skąd więc tytuł „Modlitwa”, kto go nadał? 

To jest moim zdaniem jeden z najbardziej tajemniczych – pod wieloma względami – obrazów na wystawie.

I jeszcze tylko skok w bok, do miasta biedoty.

Otto Brausewetter dostarcza podwójnego pretekstu do tych odwiedzin: po pierwsze ze względu na obraz dwóch ubogich wędrowców, a po drugie ze względu na fleksję (fu, co za ohydne słowo!) Fleksja w zestawieniu ze sztuką plastyczną Ottona Brausewettera? Niemożliwe. A jednak!

Przeczytajcie tekst o autorze i znajdźcie to, o co mi chodzi😉.

Jak już obejrzycie wszystkie obrazy, nie omieszkajcie otworzyć szufladki. Czeka Was niespodzianka na deser w postaci grafik. Bardzo mi się te szufladki, ich kolor kojarzą z dzieciństwem i kuchnią babci, gdzie w kredensie, niedostępne dla licznych wnuków, schowane były słodkości.

Wspomiałam raptem parę obrazów, mój wybór jest bardzo subiektywny.

Wracam do tej wystawy wielokrotnie, Wy też idźcie i to nie raz.

Taka konkluzja na koniec: jeśli traktować zgromadzone w Galerii Palowa obrazy jako reprezentatywne dla gdańskiego malarstwa dziewiętnastego wielu, to trzeba przyznać, że ducha romantycznego w nim mało. Brakuje mi mistycyzmu, ognia i popiołu miłości, żaru patriotycznego zaangażowania, ruin, tajemniczości, szamotaniny jednostki ze światem, czyli tego wszystkiego, czym przesiąknięta jest sztuka tamtego okresu, a w każdym razie jego pierwszej połowy. Wątki romantyczne są obecne, ale ich kondycja jest raczej wątła, stąd opatrzyłam tytuł mojego tekstu znakiem zapytania.

Napisałam we wstępie, że ta wystawa jest kobietą.

Jest, a nawet dwiema:)

To Izabella Jastrzębska-Olkowska oraz Dorota Powirska, kuratorki wystawy, których troskliwa opiekuńczość towarzyszy zwiedzającym na każdym kroku, za co należą się podziękowania i pochwały.

Wystawa: „Miasto romantyków. Idee i motywy w twórczości XIX-wiecznych artystów w Gdańsku”

Gdzie: Ratusz Głównego Miasta, Galeria Palowa, ul. Długa 46/47

Wystawa czynna: 7.06–29.10.2023 r.

11 komentarzy

  1. Gelesen. Wer den Text liest, wird sicherlich die Bilder sehen wollen. Toll, wie du den Geist der Ausstellung eingefangen hast. Ich vermisse ein paar Worte über Alex von Bejowitz.👍

  2. Wie schade!

  3. Dzięki temu tekstowi Olu sama prowadzisz nas za rękę po tej wystawie. Wspaniałe doświadczenie, dziękuję 🙂

  4. Przyzwyczajeni do stylu Caspara Davida Friedricha czujemy, owszem ten romantyczny powiew w zaprezentowanych obrazach, ale to raczej delikatny zefirek niż wiatr zmian. Przyznam jednak, że te „żuławskie mokradła” mogą skraść duszę.

  5. Nadajemy na tych samych falach, nie morskich co prawda, acz w tym wypadku byłyby może wskazane:)
    Bardzo chętnie wybrałabym się z Tobą na tę wystawę, ją się naprawdę dobrze ogląda, nie przytłacza przede wszystkim. Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii o innych obrazach. To, że Ci się Scherres będzie podobał, to wiem, ale może odkryjesz coś, co ja przeoczyłam?
    Umówmy się.

  6. I very much look forward to being a tourist with your expert guidance and insight! I feel your passion from the other side of the world.

  7. Pięknie napisane. Samochód romantycznie sam jedzie w kierunku Gdańska, tylko paskudny głos rozsądku woła : a ty gdzie? Do roboty!

    • Akurat w dniu dzisiejszym (poniedziałek) wystawa nieczynna, ale w każdy inny dzień jest dostępna. Także dziś głos rozsądku akceptujemy:)
      Ale skoro nam się na kajaki nie udało, to może razem na wystawę? Byłoby pięknie Kasiu, nie uważasz?

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *